Przemysł chemiczny znalazł się w bardzo trudnej sytuacji. Firmy muszą radzić sobie jednocześnie ze znacznymi podwyżkami cen podstawowych surowców oraz problemami z ich dostępnością i transportem. W obecnej rzeczywistości rynkowej najważniejsze pytanie nie brzmi już: „Czy będzie drożej?”, ale „Czy surowiec dotrze do zakładu na czas i w potrzebnym wolumenie?”. Priorytetem stało się więc zabezpieczenie ciągłości produkcji.
Obecna sytuacja rynkowa nie ma charakteru lokalnego ani przejściowego. – To efekt nałożenia się kilku zjawisk: napięć geopolitycznych, ograniczeń w sektorze petrochemii oraz drastycznego wydłużenia szlaków transportowych. Wszystko to bezpośrednio uderza w rentowność i stabilność producentów w Europie. W takich warunkach problemem branży przestaje być wyłącznie presja cenowa. Coraz większym wyzwaniem staje się fizyczna dostępność surowców oraz brak przewidywalności dostaw, co ogranicza możliwość stabilnego planowania produkcji – tłumaczy Adrian Miałkowski, Dyrektor Zarządzający PZPFK.
Dlaczego brakuje surowców do produkcji chemii budowlanej i technicznej w Europie?
Głównym czynnikiem destabilizującym rynek chemiczny jest ogłoszenie tzw. siły wyższej (force majeure) przez wiele wiodących zakładów petrochemicznych na Dalekim Wschodzie oraz producentów zaopatrujących rynek europejski. Ograniczenia te przełożyły się na istotne zmniejszenie globalnej podaży surowców, obejmujące również Europę. Problemy operacyjne potwierdziły m.in. koncerny takie jak TotalEnergies i QatarEnergy, a dodatkowo kryzys pogłębiły zakłócenia logistyczne, w tym wstrzymywanie i przekierowywanie transportów z Bliskiego Wschodu, które uderzyły w kluczowych eksporterów. W konsekwencji stan siły wyższej ogłosili także producenci VAM (monomer octanu winylu) w Europie i USA, m.in. Celanese oraz LyondellBasell.
– Szczególnie trudna sytuacja występuje na rynku dyspersji, gdzie kluczowym problemem stał się niedobór VAM, potwierdzony przez kilku znaczących producentów. W efekcie ceny dyspersji wzrosły nawet o 80%, a na rynku spotowym ceny VAM podniosły się w krótkim czasie nawet o około 300%. Skutkiem jest zawieszanie kontraktów terminowych i drastyczne ograniczenie dostępności surowców – mówi Michał Czekaj, Prezes Zarządu PZPFK. Co istotne, obecny kryzys różni się od wcześniejszych. Kluczowym wyzwaniem nie jest już wyłącznie wzrost cen, lecz fizyczna dostępność surowca, decydująca o możliwości utrzymania ciągłości produkcji.
Wpływ kosztów transportu na bezpieczeństwo łańcucha dostaw
Problemy surowcowe to tylko jedna z warstw kryzysu. Równolegle rosną koszty transportu, które zwiększyły się o około 15%, zarówno na skutek zakłóceń na Morzu Czerwonym i konieczności wydłużania tras wokół Afryki, jak i wyższych cen paliw pozostających pod wpływem niestabilnej sytuacji na rynku ropy. Dodatkowe obciążenia generują także wzrost stawek ubezpieczeniowych i kosztów operacyjnych przewoźników morskich. Dla producentów oznacza to realne ryzyko przestojów oraz brak możliwości kompensowania strat wyłącznie poprzez poprawę efektywności operacyjnej.
Obecnie rynek nie premiuje już najniższych cen, lecz zdolność do zapewnienia ciągłości dostaw surowców, które stanowią podstawę stabilnej produkcji. Ta zmiana w istotny sposób redefiniuje warunki funkcjonowania całej branży.


